Patrzyła na mnie znad swoich okularów Ray Ban. Cieszyłam się, że mam kogoś takiego, jako on, kogoś kto mnie rozumie. Nie ma wielu takich osób w moim życiu..
- Znów myślisz - odezwała się pociągając mnie za rękę -, za dużo myślisz Ivy, choć kupię Ci te figurkę Rexsa.
- Już dobrze, chodźmy - uśmiechnęłam się -, ale wiedz, że zdaję sobie sprawę z tego, że nie chodzi o Ci o pamiątki, dla mnie, a o tego sprzedawcę.
- Haha.. Za dobrze mnie znasz! - mrugnęła do mnie.
- Suz! Kochanie chodź do Rica i daj mi buziaka! - krzyknął chłopak po drugiej stronie sali.
Rick to szkolny podrywacz, ale nie dziwię się, najbardziej upodobał sobie Suzanne. Piękną dziewczynę z kasztanowymi włosami o zielonych, kocich oczach.
- Spadaj Rick! - odparła Suz, odwracając się i idąc w kierunku czarującego sprzedawcy.
Stanęłam koło niej przyglądając się rzeczą na sprzedaż.
- Co powiesz na tego neandertalczyka?- Ne-an-der-tel-czyk - wydukała Suz - co to w ogóle za słowo?! - spojrzała kokieteryjnie w stronę blondyna za ladą.
- Ohh.. - zarumienił się chłopak - neandertalczyk to..
Nie słyszałam więcej, bo odeszłam zostawiając przyjaciółkę z nową sympatią. Przyglądałam się właśnie rodzinie prehistorycznych..
- Ciekawe, co nie? - usłyszała za plecami.
Obejrzałam się i na przeciw moich oczu zobaczyłam wisiorek. Nigdy nie narzekałam na mój metr 68, ale teraz musiałam podążać wzrokiem, za podnoszącą się do góry głową.
- Co? - wyrwało mi się, gdy chłopak się uśmiechnął, co sprawiło, że pokazał się dołeczek w kąciku jego ust.
- No wiesz.. te rodziny, potrafiły zebrać się razem, chronić nawzajem przed niebezpieczeństwem - spojrzał na mnie kątem oka, gdy patrzyłam na niego, to na wystawę. - Nie zanudzam Cię?
Ależ skąd.. ja tylko, czy my się znamy? - zapytałam i spojrzałam w bezkresną zieleń jego oczu.
- Może.. jestem Larry, - znowu się uśmiechnął - miło mi. A Ty jesteś?
- Ivy - odparłam bez namysłu.
Wciąż w głowie miałam mętlik, bo widziałam gdzieś już te loki.
- Ivy.. - powiedział jakby czytając poezję.
Rozbrzmiał dzwonek telefonu. Rozejrzałam się i uchwyciłam tylko spojrzenie zaciekawionego ochroniarza.
- Przepraszam, muszę to odebrać. - powiedział odwracając się - Zaraz wracam.
- Ivy, Ivy, Iv.. o tutaj jesteś! - odwróciłam się zaskoczona.
Czy naprawdę tak łatwo mnie przestraszyć?
- Wszędzie Cię szukam! - kontynuowała Suzanne, idąc w moją stronę na swoich pięknych opalonych nogach - Jest zbiórka, czekają na Nas!
Spojrzałam za chłopakiem o zielonych oczach, ale nie było po nim śladu.
- Kogo tak szukasz, co?
- Co? Nikogo. - powiedziałam szybko, grzebiąc w torebce poszukując telefonu. - 13:32?!
Ruszyłyśmy w stronę wyjścia.
- .., bo wiesz, ten chłopak, dał mi swój numer.. - mówiła Suz, ale byłam znowu myślami daleko nad ziemią.
- Może.. jestem Larry, - znowu się uśmiechnął - miło mi. A Ty jesteś?
- Ivy - odparłam bez namysłu.
Wciąż w głowie miałam mętlik, bo widziałam gdzieś już te loki.
- Ivy.. - powiedział jakby czytając poezję.
Rozbrzmiał dzwonek telefonu. Rozejrzałam się i uchwyciłam tylko spojrzenie zaciekawionego ochroniarza.
- Przepraszam, muszę to odebrać. - powiedział odwracając się - Zaraz wracam.
- Ivy, Ivy, Iv.. o tutaj jesteś! - odwróciłam się zaskoczona.
Czy naprawdę tak łatwo mnie przestraszyć?
- Wszędzie Cię szukam! - kontynuowała Suzanne, idąc w moją stronę na swoich pięknych opalonych nogach - Jest zbiórka, czekają na Nas!
Spojrzałam za chłopakiem o zielonych oczach, ale nie było po nim śladu.
- Kogo tak szukasz, co?
- Co? Nikogo. - powiedziałam szybko, grzebiąc w torebce poszukując telefonu. - 13:32?!
Ruszyłyśmy w stronę wyjścia.
- .., bo wiesz, ten chłopak, dał mi swój numer.. - mówiła Suz, ale byłam znowu myślami daleko nad ziemią.
______★______
- Zaraz tam będę, tylko... - stanął i rozejrzał się po sali. - Tak, tak, pa.
Rodzice z roześmianymi dziećmi. Spojrzał w tym samy kierunku co chłopcy i zobaczył ślizgającego się po podłodze woźnego. Uśmiechnął się pod nosem. Podszedł do mężczyzny i podał mu rękę. Ten wstając otrzepał swój roboczy strój. Wytarł okulary i spojrzał na niego ze zdziwieniem.
Znowu się zaczyna. - pomyślał.
- Ja.. to znaczy.. moja wnuczka.. - jąkał się woźny.
Zaśmiał się a jego głos rozbrzmiewał po całej sali.
- Dla kogo? - zapytał.
- Wnuczki, ale nawet nie wiesz jak Cię uwielbia, najbardziej z tego zespołu One Deredtion! - odpowiedział staruszek.
- "One Direction" - poprawił - jak ma na imię? O to pytałem.
- Aaa.. Direction, tak, tak. Lucy, napisz "Dla Lucy".
Wyją kartkę i długopis z kieszeni kurtki. Przyzwyczaił się już, że powinien je mieć przy sobie. Podał zadedykowaną kartkę mężczyźnie.
- Dzi-dzię.. - znowu się jąkał.
- Nie ma za co, proszę uważać.
Spojrzał na niego z zakłopotaną miną.
- Śliska podłoga?
- Ohh.. tak.. będę, nie martw się o mnie dziecko.
- Do widzenia. - powiedział i zaczął odchodzić.
- Do widzenia, nawet nie wiesz, jak Lucy.. - dalej nie słyszał starego mężczyzny.
Chciał wiedzieć, gdzie ona jest, jak ma ją znaleźć?! Poszedł do pokoju przy, której rozmawiali. Na podłodze leżała kartka..
Pożółkła, ale prawie w nienaruszonym stanie. Musiała jej wypaść, było tam jej zdjęcie..
Znajdę Cię Ivy Richards - tak jak przeczytał na pocztówce - Obiecuję.
Zawsze będziesz moją małą księżniczką. Tata.
______♥______
I jak? Podobał się pierwszy rozdział? Kolejny już w przygotowaniu. "Larry" rozpocznie swoje poszukiwania Ivy.Niestety nie będą zadowoleni z tego jego przyjaciele, ponieważ nie będzie się skupiał na pracy nad nowym albumem. Czy Ci dwoje są sobie przeznaczeni? Czy los ich połączył? Czytaj i sam/a sprawdź! 
Ogólnie podoba mi się :) Ale ostrzegaj w momentach, kiedy robisz zmianę perspektywy, bo kiedy tak nagle przerzuciłaś na "Larrego?", to nie wiedziałam o co chodzi :D A no właśnie "Larry?" Dlaczego, nie Harry ? xD
OdpowiedzUsuńDlaczego "Larry", dowiesz się w 3 rozdziale. ;D
Usuń